wtorek, 9 sierpnia 2011

Nugat

Po powrocie z mórz południowych naszło mnie na bardziej swojskie klimaty, o ile można tak powiedzieć o nugacie... To przecież deser z francuskim rodowodem! Ale przyznają się do niego także Włosi (torrone) i Hiszpanie (turron). Ta cała słodycz stworzona jest z ubitych białek, do których wlewa się gorący syrop cukrowo-miodowy i ubija dalej w kąpieli wodnej, aż do otrzymania charakterystycznej ciągnąco-rwącej konsystencji. Do masy tej wrzuca się potem orzechy (włoskie, laskowe, arachidowe, pistacje) i migdały, wykłada wszystko na wafel i zamyka drugim, a po schłodzeniu kroi się zwilżonym nożem na małe czworokąty. I wtedy już można jeść to niebo, zamykające usta kulinarnym niedowiarkom! Można się spierać czy to ze względu na smak, czy konsystencję... Ale ja nugat uwielbiam, zresztą tak samo jak, bardziej Wschodni, marcepan.
Wychodzi na to, że z wyprawy na Południe wcale nie wróciłam, a tylko zeszłam na stały ląd :) I jak powiedział Maks*: "Kierunek - wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja".

*Bohater filmu "Seksmisja"

5 komentarzy:

  1. na temat słodkości się nie wypowiadam , bo nie przepadam ,ale frywolitkowe cudo jest.....WOW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. This tatted piece is fabulous!
    Fox : ))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie smakowite śliczność :-)

    OdpowiedzUsuń