piątek, 5 lutego 2016

Pasja odnaleziona

Znalazłam autorkę projektu serduszka! W ten sam sposób, co serduszko - czyli wędrując po Pintereście "pin-ścieżką" - natknęłam się na zdjęcie kolczyków zlinkowane do sklepu TotusMel* na portalu Etsy. W opisie jest informacja, że wzór powstał z elementów starej koronki przetworzonych przez jej wyobraźnię :) Pasja została więc odnaleziona.
A ja rozpoczęłam moją przygodę z serwetą według projektu Jana Stawasza, czyli słynną Monster Doily (wzór został opublikowany w miesięczniku "Moje Robótki" nr 8/2007).
*TotusMel prowadzi bloga, gdzie opisuje swoje przygody z rękodziełem.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Pasja...

Urzekło mnie pewne serduszko, na które natknęłam się na portalu Pinterest. Nie mogłam nigdzie znaleźć wzoru, więc absolutnie bezczelnie - choć z pewnym trudem, bo zdjęcie jest niewyraźne - zliczyłam frywolne słupki i zrobiłam sobie kilka takich serduszek z grubego kordonka "Ada 5" (40 tex x 6 50g/205m).
PS. Może znacie autora pierwowzoru?


piątek, 29 stycznia 2016

Linki wijącego się wzoru

Zainteresował mnie wzór, do którego namiary zamieściła na swoim blogu Ninetta, a i chusta ślubna na zlinkowanej stronie zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Bez konkretnego celu zabrałam się więc za pracę, bo chciałam koniecznie sprawdzić czy taki zawiły ornament - na jedno czółenko i kłębek - sprawi mi przyjemność*. I przyznam, że wiążę się go bardzo sympatycznie, ale trzeba bardzo uważać, żeby "zakręcać" w odpowiednim kierunku :)
Na szczęście, w kolejnym poście Ninetta zamieściła schemat tego fraktalowego, samopowtarzalnego wzoru, co zdecydowanie ułatwiło mi pracę i podjęcie decyzji, że zrobię kwadrat i wszyję go w poszewkę na jasiek.

*Praca z tym wzorem spodobała mi się na tyle, że kupiłam u Midii na wyprzedaży ogromne czółenko Tatsy (11x3,2cm) z myślą o zrobieniu czegoś naprawdę dużego.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Bibliofilska bransoletka

Żadna miłośniczka książek nie zna dnia ani godziny, kiedy może się natknąć na wymarzoną książkę, którą należy natychmiast kupić i zacząć czytać. Ale każda z nich może być przygotowana na taką chwilę z bransoletką z lnianego kordonka w naturalnym kolorze, która będzie też z dumą pełnić funkcję zakładki :)


wtorek, 19 stycznia 2016

Radość "upcyklisty" 2, czyli: dlaczego kocham markety budowlane

W każdym markecie budowlanym znajduje się - mój ulubiony - dział metalowy. Kiedy tam wchodzę zazwyczaj, niestety, natykam się na pracownika obsługi, który pytaniem "czy mogę w czymś pomóc?" próbuje zepsuć mi radość szperania i odkrywania nowych zastosowań dla znalezionych tam skarbów. Pytanie to tym bardziej mi przeszkadza, że nie jest kierowane do wszystkich osób odwiedzających ów dział, a tylko do kobiet, które przecież absolutnie nie mogą wiedzieć, czego szukają na tym dziale... Cóż, ja szukam tam inspiracji lub uzupełnienia pomysłów czekających na realizację, a moja wyobraźnia pędzi galopem w kierunkach, których żaden pracownik działu metalowego przewidzieć nie może. 
Po jednej z takich wizyt dokończona została upcyklingowa taca, bo znalazłam małe (sprzedawane oddzielnie) obejmy będące elementem zasuwy trzpieniowej. Mnie, wraz ze śrubami i wspominanymi wcześniej nakrętkami kołpakowymi, posłużyły jako mocowanie liny skręconej z papierowego sznurka. W ten sposób powstały uchwyty tacy i mini-nóżki od spodu. Zapas tych drobnych elementów mam - tak na wypadek kolejnego pomysłu ;)


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Marzy mi się "na całej połaci śnieg"...*

Nie mogąc liczyć na grudniową pogodę, "napadałam" sobie śnieg. Jak na koronkarkę przystało, to jest frywolitkowo-koralikowy śnieg. Korzystając z wzoru Dorartthei (zamieszczonego na jej starym blogu**) wiązałam śnieżynki dwoma czółenkami dodając po jednym koraliku na środkowym pikotku wewnętrznych kółeczek. Ze względu na rozmiary owych koralików musiałam trochę zmodyfikować oryginalny wzór i wszyć (z pomocą drucika) mniej koralików w kolejnym okrążeniu. I tak mi to wyszło :) Gorzej ze zdjęciami...














*Część tytułu tego posta zapożyczyłam z piosenki Jeremiego Przybory
**Nowy jest tu: Land Of Laces

piątek, 18 grudnia 2015

Radość "upcyklisty"

Lubię, kiedy przesyłki przychodzą dobrze opakowane: są w porządnych pudłach, z kilkuwarstwowej tektury falistej, a jako wypełnienie - zamiast zwyczajowej folii bąbelkowej - zawierają pognieciony papier pakowy. Wtedy mam przetwórczy raj... Bo z takiego pudła mogę zrobić "COŚ" (albo nawet dwa "cosie"). Wystarczy je skleić w zamknięty prostopadłościan - po to, żeby wygodnie odciąć nożykiem jeden bok z niewielkim zapasem (z niego zrobię tacę). Pozostałą część okleić papierem, który był "w zestawie" i polakierować, aby zabezpieczyć powierzchnię. Po bokach, z pomocą wiertarki na korbkę, wywiercić otworki i zamocować uchwyty. I już, koniec - skrzynia gotowa, błyska do nas srebrnymi oczkami nakrętek kołpakowych... Jak znalazł na te świąteczne porządki :)