Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2017

Niebieskie wejście w nowy rok

Jakiś czas temu dostałam kilka nieużywanych zeszłorocznych (i starszych) terminarzy do wykorzystania na różne bardziej lub mniej artystyczne działania. Jeden z nich przeszedł właśnie metamorfozę, aby posłużyć mi w tym roku jako organizer i zapiśnik. Po wycięciu kilku kartek - z nieprzydatnymi informacjami - na kolejne wkleiłam strony z aktualnego mini kalendarza. A na okładce, pokrytej częściowo złotą pastą strukturalną, rozsypałam mały "gabinet osobliwości": fragmenty scrapowego papieru i opakowania po szydle automatycznym, frywolitkowy motyw zrobiony kilka miesięcy temu, tagi wycięte z papierowych opakowań, elementy z rozłożonego kiedyś zegarka, kawałek sprzączki od paska i mały nit oraz dwa metalowe oczka. Wszystko to przykleiłam na przezroczystą akrylową pastę (do efektów specjalnych) kupioną w Lidlu i przymocowałam ćwiekami, żeby było jak najbardziej użytkowe. Na środku, zgodnie z mottem, skrzydła rozwija niebieski Papilio ulysses*. Mam nadzieję, że przyniesie mi szczęście, tak samo jak klucze z masy papierowej - pokryte tą samą pastą, co tło, podmalowane markerami i polakierowane.
Całości dorobiłam zapięcie z kawałka skórki ze starych kierpców i metalowego knopika w kolorze starego mosiądzu.
W środku też przysiadają motyle, jak choćby ten na ulotce Retro Kraft Shopu, na którego wyzwanie zgłaszam ten terminarz.

*Motyla odbiłam na ksero z papieru do decoupage'u - w zmniejszonej wersji, bo oryginał nie chciał się ładnie wpasować w przyklejone wcześniej elementy.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Papierowa "porcelana"

Pulpa papierowa i możliwości jej wykorzystania intrygowały mnie od dość dawna. Od dłuższego czasu zbierałam więc papierowe wytłoczki po jajkach, aż ich ilość zaczęła przekraczać magazynowe możliwości mojej spiżarni. Na szczęście BluReco z bloga o wiklinie papierowej zamieściła na jego łamach instrukcję przygotowania pulpy i formowania z niej denka do koszyka. Uzbrojona w takie narzędzia i informacje przystąpiłam do działania: podarte wytłoczki namoczyłam, potem obgotowałam (w celu pozbycia się ewentualnej salmonelli), a po wystudzeniu rozdrobniłam blenderem. Odcisnęłam wszystko w "pupie" od rajstop* i do tej masy dodałam odrobinę kleju typu wikol. Tak przygotowanym materiałem wylepiłam wnętrza metalowych miseczek wyłożonych folią do żywności. Po dwóch dniach podsychania - pomagając sobie folią właśnie - wyjęłam pulpę z foremek, zdjęłam folię i odwróciłam spodami do góry, aby masa mogła podeschnąć też od tej strony i równomiernie się utwardzić. Kiedy po około tygodniu byłam pewna, że wszystko wyschło całkowicie, pomalowałam moje papierowe naczynka ściennymi farbami akrylowymi (resztki próbek kolorów), a następnie jedno z nich okleiłam serwetką. Potem wnętrze większej miseczki pokryłam złotą farbą akrylową i tym samym kolorem przetarłam lekko powierzchnię zewnętrzną mniejszej. Na koniec wszystko polakierowałam. Cały proces i możliwość wykorzystania tworzywa z recyklingu spodobały mi się tak bardzo, że nie będą to na pewno ostatnie rzeczy wykonane przeze mnie z tego materiału.



*Nogawki tnę na recyklingową "włóczkę".

piątek, 28 czerwca 2013

Czerwcowe rozmaitości

Nie pisałam przez miesiąc, ale to nie znaczy, że nic nie robiłam. Dopadła mnie przypadłość częsta (jak czytałam) u bloggerek-rękodzielniczek, a mianowicie: niemoc zdjęciowa! Niemoc ta nie idzie jednak w parze z niemocą twórczą i kończy się to tym, że jest coraz więcej zdjęć do zrobienia, co potęguje niemoc zdjęciową... I koło się zamyka. Postanowiłam zawalczyć z tym, by móc choć troszeczkę usprawiedliwić się przed samą sobą, i zrobiłam zdjęcia zbiorcze. Rozwinięcie nastąpi niebawem :) Mam nadzieję...

czwartek, 7 marca 2013

Orientalnie

Jak na załączonych obrazkach pokazano, pokrywanie cienką bibułką małych, ale nie całkiem płaskich powierzchni, nie należy do najłatwiejszych. Przynajmniej dla mnie... Serwetka się pomarszczyła, a i fragmentu doklejonego na górze nie udało mi się dobrze dopasować. Piersióweczka ma jednak swój klimat - tylko, że to nie moja zasługa a raczej serwetkowego wzoru i kolorów.

wtorek, 5 marca 2013

Cytrynówka

Kiedy wiosna robi krok do przodu i dwa kroki do tyłu, a do lata jeszcze daleko i nie można liczyć na świeże wiśnie z pobliskiego bazaru - można na pocieszenie zrobić sobie nalewkę cytrynową... I kiedy plasterki cytryny (obranej ze skórki) puściły już sok po zasypaniu ich cukrem i w wielkim słoju macerują się w wódce - czas na wykonanie odpowiedniej buteleczki.

piątek, 23 listopada 2012

Skrzydła jesienne

Na fali upcyklingu listowych obciążników przyfrunął też bardziej jesienny motyl. Chociaż ostatnio zajmują mnie już inne "zwierzątka"...

środa, 21 listopada 2012

Jeszcze jest lato na skrzydłach motyla...

A to lato utrzymuje się tam tak długo, ponieważ jest pokryte wieloma warstwami lakieru akrylowego. I zostanie tam na wieki, i nie odleci, bo i sam papierowy motylek przyklejony jest do metalowej płytki (takiej do obciążania listów) pomalowanej wcześniej farbą wymieszana z medium do metalu...

środa, 17 października 2012

Taniec maków na szkle

Początki nie są łatwe... Oto mój pierwszy decoupage na szkle - widać niedociągnięcia: niedomalowaną szyjkę butelki, zbyt mocno "zaciapane" tło. Ale za to energetyczne kolory (pod którymi można teraz zamknąć smaki lata) - bezcenne :)

czwartek, 20 maja 2010

Decoupage "frywolny" i nie tylko

Tym razem zabrałam się za przemienianie starych kart płatniczych i plastikowych biletów miejskich na płaskie czółenka - dobre do noszenia w torebce. Z każdego kawałka plastikowej materii wycięłam cztery elipsoidalne kształty, w których wykonałam po dwa większe otworki i nacięcia do nich prowadzące. W każdym czółenku wywierciłam też małą dziurkę pomocną bardzo przy oklejaniu i lakierowaniu (miejsce na warsztatową wykałaczkę). A potem to już był "tradycyjny" decoupage: matowienie, medium do szkła i plastiku, farba, papier, lakier, lakier, lakier... No i teraz mam trzy pary czółenek do noszenia zawsze przy sobie, aby być gotową na niespodziewaną nieprzepartą chęć wywiązania frywolnej koronki.

Ale, ponieważ nie samą frywolitką jednak człowiek żyje, dokończyłam też inne czekające na to przedmioty. Nareszcie i te przemiany zostały w pełni dokonane, mam więc gotowe prezentowe wieszaczki i bransoletkę.