Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2016

Miniatura, czyli niedokończona serwetka

Na początku lata, a dokładnie 2 lipca, odwiedziłam warszawskie Muzeum Domków dla Lalek. Wizyta była przemiłym oderwaniem się od skwaru i gwaru miasta, i okazją do wypatrywania ciekawostek w miniaturowych rozmiarach. Na przykład na maleńkiej poczcie:
Zachęcona takimi widokami i rekomendacją pani kustosz kupiłam książkę Miniaturzystka Jessie Burton*. A zaraz potem "zaczął za mną chodzić" wzór pewnej prostokątnej serwetki, którą widziałam na blogu Diane. Ale dopiero, kiedy zobaczyłam wersję kolorystyczną w wykonaniu Fox, stwierdziłam, że muszą mieć podobną już, teraz, natychmiast! Wyciągnąwszy z zapasów turkusowo-błękitny kordonek przystąpiłam do pracy niezwłocznie. Jednak niecierpliwie wiążąc frywolitkowe słupki robiłam zbyt małe pikotki, więc moja robótka zaczęła stawać dęba... Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy - ludowe przysłowie okazało się nad wyraz prawdziwe. Cóż było robić: pracę zaczęłam od nowa, a z niedokończonej serwetki powstała zakładka, która idealnie pasuje do okładki Miniaturzystki. Czyli: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jak mówi inne porzekadło :)
*Jeszcze jej nie czytałam, więc nie odpowiem na pytania o treść :)

czwartek, 29 listopada 2012

Ogród różany

Zakładkowy przerywnik w pokazywaniu koralikowych żmijek: według zmodyfikowanego wzoru na koronkę brzegową "Empress" z książki The Tatter's Treasure Chest (str. 72). Jak z bajki o śpiącej królewnie...

sobota, 10 marca 2012

Idzie wiosna - chęć podróży czuję w kościach. Barcelona?

Nigdy nie byłam w Barcelonie, w każdym razie nie byłam tam osobiście. Ale zwiedzałam to miasto w wyobraźni, kiedy czytałam Cień wiatru Zafona, Miasto poza czasem Moriela czy Katedrę w Barcelonie Falconesa. I to "bohatera" ostatniej z wymienionych powieści przypomina mi ten naszyjnik: kościół Santa Maria del Mar i umieszczony na jego zachodniej fasadzie kamienny maswerk wypełniony od wewnątrz witrażem.
Niniejszym sezon "podróży" uważam za otwarty :)
A do podróży bardziej współczesnych zaprasza autorka bloga Nuno Aga Barcelona.

czwartek, 26 stycznia 2012

Pajęczarki


Złapałam w pajęczą sieć szklane kropelki rosy i splątałam z tego komplet biżuterii. Pamiętacie taką baśń* o księżniczce, która chciała mieć naszyjnik, jaki zobaczyła na skoszonej łące? Na łańcuszkach pajęczyny zawieszone połyskujące wszystkimi kolorami klejnoty - małe wodne pryzmaty zaczarowane przez słoneczne światło...
Moja wersja jest raczej mroczna - zaklęta w świetle księżyca przez jakąś nocną zjawę...

*Naszyjnik z kropli wody ze zbioru Bursztynowe baśnie Hanny Zdzitowieckiej

poniedziałek, 19 września 2011

Jednak jeszcze nie Mongolia

"Bat Oczir zniżył głowę jeszcze bardziej i ujrzał, że to, co brał za jednolicie tkane, barwne tło, w rzeczywistości jest misternym haftem. Pośród plecionki najcieńszych nitek rysowały się postacie ludzi, zwierząt i roślin. Pełno ich było wszędzie i nieskończonym tłumem zapełniały całą powierzchnię Makaty."
[Kuczyński M. Gwiazdy suchego stepu, s. 37; Warszawa 1982]

Oj, chciałabym, żeby mój gobelin był tak misterny, jak Makata z powieści Macieja Kuczyńskiego! Niestety, jeszcze nie tym (pierwszym) razem... Bo chociaż żyje on własnym życiem - zależnie od oświetlenia - to nie jest tak idealnie utkany: brzegi ma nierówne i w okolicy słoneczka trochę faluje. Może z gorąca - jak powietrze nad rozgrzanym stepem - ale jednak tutaj to efekt niepożądany :)

A teraz czas na rozwiązanie zagadki mechatej kulki. Pytanie okazało się podstępne, bo kulka to nie początek, a raczej dokończenie gobelinowej przygody - jest sfilcowana z wełny wyskubanej z końcówek włókien wystających po lewej strony tkaniny*. Ten cały "kolorobraz" w jednej kulce był zapowiedzią pokazania gobelinu.

*te końcówki nie mogą byś dłuższe niż 2,5cm, więc zbyt długie się odskubuje (a nie obcina), żeby lepiej przylegały do tkaniny

niedziela, 28 sierpnia 2011

Kłos VI

Znad Morza Czarnego wędruję dalej szlakiem literatury dla młodzieży w kierunku południowo-wschodnim: na wybrzeże Morza Egejskiego i do tureckiej Anatolii. Trafiłam tu kiedyś - w podróży książkowej, oczywiście - z cyklem powieściowym Eugeniusza Paukszty (Złote korony księcia Dardanów i W cieniu hetyckiego sfinksa).


sobota, 27 sierpnia 2011

Kłos V

Wakacje się kończą, ostatni moment na doczytywanie letnich lektur. Książkowo ląduję znów nad morzem, trochę cieplejszym, bo to Morze Czarne i wspomnienie o czytanej dawno temu Złotej mahmudii Lesława M. Bartelskiego. Pasowałaby mi do niej taka zakładka, ale wtedy nie umiałam jeszcze "frywolnie" wiązać supełków...


piątek, 26 sierpnia 2011

Kłos IV

Nadal "zwiedzam" Skandynawię. Po wczorajszych ulewach naszło mnie na Lato Muminków... Chyba z potrzeby szukania pozytywnych stron sytuacji bez wyjścia, bez wejścia, albo bez frontowej ściany :) Bajkową książkę Tove Jansson mam, czytałam i czasami do niej wracam. Ostatnio udało mi się też nabyć - na CD - śpiewowisko z 1978 roku z piosenkami Tadeusza Woźniaka i boską obsadą (Holoubek, Hanin, Kęstowicz, Czechowicz, Niemirska, Bończak, Szaflarska i in.). To był "hicior" mojego dzieciństwa i skarb wielki (w postaci dwóch kaset magnetofonowych) pożyczony potem przez kogoś niefrasobliwego na wieczne nieoddanie... I teraz, po długich poszukiwaniach, odnaleziony na nowym nośniku. Ach, jednak marzenia się spełniają, nawet takie niepozorne.
A chociaż zakładkowy kłos będzie przydatny tylko przy korzystaniu z wersji książkowej, to kolorystycznie pasuje do okładek obu wydań tej letniej historii.










piątek, 24 czerwca 2011

Haft kaszubski (szkoła wdzydzka)

Haft kaszubski, jaki jest znany obecnie, miał swoje początki w haftach wykonywanych na zamówienie w klasztorach i szkołach przyklasztornych*. Na Kaszubach dwa takie klasztory, w Żukowie i Żarnowcu, powstały już w XIII wieku. "Powszechne było, że oprócz szat kościelnych zdobiono [tam] różne części kobiecych i męskich ubiorów świeckich" (Piskorz-Branekowa E., Polskie hafty i koronki. Zdobienia stroju ludowego, Warszawa 2005), między innymi czepce będące elementem stroju ludowego. W zdobieniach tych można dostrzec wpływy włoskie, francuskie, hiszpańskie, niderlandzkie i tureckie. O "nieludowym" pochodzeniu wykorzystywanych motywów świadczy, że są one typowe raczej dla haftów kościelnych, a także technika wykonania (nicią metalową, bajorkiem czy jedwabiem) i kolorystyka (złota, srebrna).
Działający na przełomie XIX i XX wieku we Wdzydzach, Teodora i Izydor Gulgowscy, przyczynili się do powstania kolorowego haftu kaszubskiego, który przez miejscową ludność został uznany za własny i związany tradycją z tym regionem. I, o ile wzory były w dalszym ciągu oparte na złotych haftach z czepców, o tyle kolorystyka została zmieniona i do dzisiaj składa pięciu barw: niebieskiej (w trzech odcieniach), zielonej, żółtej, czerwonej i czarnej.
"Z biegiem lat wyodrębniły się różniące się kolorystyką, używanymi ściegami i motywami odmiany haftu kaszubskiego, zwane szkolami. Należy jednak pamiętać, że proces ten nie zakończył się i trwa nadal, dlatego też możemy się spodziewać powstania nowych szkół i odmian haftu. Najbardziej znane i już w tej chwili historyczne szkoły to: wdzydzka, żukowska, pucka, wejherowska i tucholska" (tamże).

*Do szkół tych uczęszczały panny z domów szlacheckich, mieszczańskich i chłopskich.
Haft wykonałam na podstawie tablic z wzorem Bronisławy Plińskiej z Kościerzyny (z moją małą modyfikacją - dodałam serduszko wypełniające wzór od góry). Wyszywałam podwójną nitką muliny, ściegami: płaskim, sznureczkiem, arabskim ("cegiełka"), supełkami i krateczką.

wtorek, 16 listopada 2010

"Korzenne miasteczko" - kilim

"Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia. (...) Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabarwiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu, spały: balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem."
[Schulz B. Sklepy cynamonowe, s. 6-7; Kraków 1957]

A teraz wyobraźcie sobie, jak wyglądałoby to miasteczko nocą lub w bardzo pochmurny dzień:

Nagle ożywają uśpione wcześniej okna. Światło zaczyna przez nie wypływać z wnętrza domów - zastępując, rozpłaszczającą wszystko, powierzchowną jasność słoneczną.

środa, 23 czerwca 2010

Kwadratura koła, czyli archiwum cz. 4

Serwetka powstała w ramach pacyfikowania portugalskiego kordonku Limol (multikolor). Kupiłam go, bo podobał mi się zestaw kolorów, ale w gotowych wyrobach supełkowych jakoś mi nie pasował sposób, w jaki kolory się rozkładały... Miały zbyt wyraźne granice. Zaczęłam więc "opakowywać" jesienne kolory Limola w bardziej jednoznaczne barwnie otoczki, choć raczej kontrastowe do winowajcy.
Kształt serwetki jest wynikiem pracy na żywioł: środek na żywioł, limolowa wstawka według wzoru koronki brzegowej z książki The Tatter's Treasure Chest (str. 90), a potem próba zmiany formy z okrągłej na kwadratową. Ot, niezdecydowanie...

wtorek, 8 czerwca 2010

Archiwum, czyli moje pierwsze frywolitki cz.1

Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, kiedy wraz z innymi licealistami stałam przed salą gimnastyczną, na której mieliśmy pisać maturę. Jedna z moich koleżanek miała wtedy na sobie białą galową bluzkę z rękawami wykończonymi koronką frywolitkową i fascynacja tą koronką okazała się dużo silniejsza od stresującej sytuacji oczekiwania. Przypomniałam sobie wówczas, że z któregoś wakacyjnego wyjazdu do Bułgarii przywiozłam książkę o robótkach i że był tam fragment o frywolitkach. Niestety - szesnaście lat temu - niedostępność czółenek i brak bardziej rozbudowanej informacji na temat wiązania supełków spowodowały, że moje początki "frywolne" datują się na okres zdecydowanie późniejszy. Tak naprawdę moja pierwsza frywolitkowa praca powstała dopiero półtora roku temu, co poprzedził zakup czółenek Clover i Pony oraz odpowiedniej książkowej pomocy naukowej (Koronka frywolitkowa Hana Horakova, tłum: Elżbieta Kaczmarska; wyd. RM). Przeszukałam moją domową biblioteczkę czasopism robótkowych i w którejś "Annie" znalazłam serwetkę, która mnie zaciekawiła. No, nie cała, tylko jej środek. Bo wszystko zielone na zewnątrz od kremowego okrążenia, to moja radosna twórczość własna :)

I oczywiście: ciąg dalszy nastąpi.