Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2011

Szyszaki


Wywarkoczyłam, skończyłam, mąż obfocił, a zimy brak... I tylko mi nie mówcie, że wywołuję wilka z lasu, ale taka pogoda, jak za oknem nie jest szczytem moich grudniowych marzeń.
Bo do noszenia szyszaków*, które grzeją niemiłosiernie, potrzebna jest odpowiednia sceneria i temperatura :) Nowy Świat już oświetlili, teraz poproszę o odrobinę śniegu i niewielki mróz.
*Nazwa wzięła się z mężowskich skojarzeń względem czapki, ale pasuje i do koloru i charakterystycznej szorstkości zgrzebnej wełny użytej przeze mnie do wydziergania tego kompletu.

piątek, 4 listopada 2011

Dzieje się, warczy... Warkoczy :)

Na zeszłą zimę nie zdążyłam, ale na tę zamierzam być lepiej przygotowana i spełniam jedno ze swoich marzeń: "dzieję" szalik gigant zapinany na guziki. I warczę na siebie. Bo pierwsza wersja wyszła za szeroka, sprułam więc ze dwadzieścia centymetrów udzierganej już robótki. Bo potem walczyłam z dobrym rozmieszczeniem dziurek... Bo przecież nie mogę, jak człowiek, rozrysować sobie wszystkiego, tylko lecę na żywo! Kto mnie zna - nie uwierzy, że mój żywioł może być tak chaotyczny (sama nie wierzę :), ale naprawdę chcę szybko mieć ten szalik. I oczywiście, "co nagle to po diable". A mogłam usłuchać mądrości ludowych...
Ale dzieje się, warkoczy...

poniedziałek, 28 lutego 2011

Co trzy makówki, to nie jedna

Zawsze miałam wrażenie, że porą najbardziej odpowiednią na robienie czapek jest jesień. Jednak długa zima spowodowała u mnie nagły atak choroby zwanej drutowaniem, a ponieważ nie zaszczepiłam się jesienią - wykonując chociażby drobne przeróbki w dawno dzierganej odzieży - to dopadło mnie teraz w pełni. Nie ma na to lekarstwa, trzeba to po prostu "przechorować". W efekcie powstały trzy czapeczki poppy (według spolszczonego przez Effcię przepisu Justine Turner).
I będą chyba powikłania szalikowe.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Jagodowy koktajl

Oto szydełkowo-drutowy komplecik, który pokazywałam dawno temu na forum Craftladies. W tak zwanym "międzyczasie" kaszkiecik stracił daszek i stał się zwykłym beretem, a nakarczek przeszedł całkowitą metamorfozę - zastał spruty i odrodził się w formie prostego golfu (pozbawionego śliniaczka). W wersji pierwotnej występują jedynie rękawiczki... Ale może im też coś dorobię? Na przykład jakąś szydełkową ozdóbkę?