Początek wakacji nie oznacza rozstania z rękodziełem. I właśnie z czółenkami do frywolitki wyprawiam się na wszelkie wojaże. W tych terenowych pracach nie pojawiają się koraliki, bo wożenie takiego drobiazgu ze sobą uważam za zupełnie niepraktyczne: występuje toto zazwyczaj w nieporęcznych pudełeczkach, rozsypuje się w najmniej odpowiednich momentach i w dodatku trzeba zabierać odpowiednich rozmiarów szydełka*... Nie, nie, to nie dla mnie. Tego lata powstaną więc kolorowe bransoletki, zakładki i inne - "niewymyślone" jeszcze przeze mnie - przedmioty niewymagające dodatkowych ozdób.
Ale na razie twórczość stacjonarna :)
*bo szydełko zamontowane w czółenku jest często, w stosunku do otworów w koralikach, za duże


