Pamiętam taką scenę z "Amelii", kiedy bohaterka - z wielką przyjemnością - zanurza dłoń w worku fasoli... Mieszanie w miseczce z tymi koralikami sprawia mi podobną radochę, mimo że jest ich na razie niewiele. Ale, jak na dwie miodowe ulotki z Body Shopu i dwie z Yves Rocher pocięte na trójkątne skrawki i zwinięte z pomocą "igły" do quillingu, to i tak niezły urobek :)


Bardzo pomysłowe koraliki. Dałaś nowe życie ulotkom, które zazwyczaj lądują w koszu na śmieci.
OdpowiedzUsuńUlotki są najlepsze - grubsze od zwykłych kartek, nieco sztywne, ale nie twarde. Staram się ulotek nie brać, ale czasami same do mnie przychodzą :)
UsuńTeraz rozumiem dlaczego "fasolki" :)
OdpowiedzUsuńMam coraz więcej "gatunków" fasolek - Amelia byłaby zachwycona :)
Usuń