I tak to jest - jak oprócz zaległości - ma się jeszcze sklerozę! Notesiki uszyłam, zdjęcia porobiłam, obrobiłam (o ile można tak nazwać docięcie rozmiaru i wklejenie blogowego stempelka), zapisałam i... zapomniałam.
Zabieram więc Was, drodzy czytelnicy, w spóźnioną podróż morską. Od chłodnych wybrzeży Alaski - gdzie filcowe walonki na pewno się przydadzą, a filcowe notesy pomogą ogrzać dłonie, po wybrzeża południowo-wschodniej Azji - gdzie króluje bambus i nawet bambusowe maty stołowe dostają drugie (okładkowe) życie.


Wow these are beautiful and unique great work and colors! I would like to try to make them too!
OdpowiedzUsuńAle super! Bambusowe są genialne!
OdpowiedzUsuńZa filcem nie przepadam, ale ten bambus jest interesujący.
OdpowiedzUsuń