Szkolne wiklinowe ścieżki dobiegają dla mnie końca: jeszcze tylko praca dyplomowa i już niedługo będę mogła iść własną wiklinową (i nie tylko) dróżką. Trochę się boję tych możliwości... ale tylko troszeczkę :)
Torebka-orzeszek to tzw. forma dowolna, przy której wyszły na jaw - niezbyt skrzętnie ukrywane - moje ciągoty do form typowo użytkowych. No i nieprzeparta chęć poznania sposobów wyplatania jak największej ilości różnych modeli koszyków. Tutaj wykorzystałam dwie opałki (bez górnego pałąka) połączone zawiasem z kręconej witki wiklinowej i z uszami z takiej właśnie witki (pręta wiklinowego). Całość wykończyłam podszewką z grubego bawełnianego płótna, z którego zrobiłam też zapięcie* torebki.


*guzik, to jeden z tzw. chińskich węzłów zaciągnięty w kulkę
"Ciągoty do form typowo użytkowych" są jedną z cech, za które szczególnie Cię cenię.
OdpowiedzUsuńOrzeszek jest niebywale klimatyczny.
Dla mnie HIT!
Za to nienawidzę udowadniania bloggerowi, że nie jestem automatem :((( Nie jestem!!! ;)
Alicjo,
Usuńdziękuję, że mimo utrudnień zostawiłaś jednak komentarz :)
Fantastyczna torebka! Uwielbiam, jak coś jest czymś, co się podoba i przydaje, a nie tylko podoba :) Orzeszek podbił moje serce :)
OdpowiedzUsuńPiekna i oryginalna torebka! Zakochalam sie :)
OdpowiedzUsuńpiękny orzeszek! strasznie mi się podoba :)
OdpowiedzUsuń