Zastanawiające, jak wiele radości sprawia mi samo dzierganie. O wiele już ciężej idzie mi doprowadzanie stworzonej robótki do stanu tak zwanej używalności, czyli pranie, "blokowanie" i prasowanie. A potem robienie zdjęć i ich obróbka, chociaż ograniczam się tylko do przycięcia obrazka do odpowiadającego mi kadru i wrzucenia podpisu. Na te właśnie "utrudnienia" chcę zrzucić winę za tak duże opóźnienie w pokazaniu tych dwóch serwetek, które powstały jeszcze w kwietniu.
Pajęczynka z kwiatkiem w środku jest pierwszą wersją denka dziecięcego czepeczka z poprzedniego postu. Okazała się jednak zbyt luźno dziergana i została porzucona na czas wykonania czepka, a potem zakończona w miarę "naturalnie", choć niezgodnie z zamysłem autora wzoru*.
Siatkową pajęczynką wykonałam (szydełkiem 0,75mm z kordonka Altin Basak 50) dzięki uprzejmości koleżanki, która pożyczyła mi do skopiowania serwetkę zrobioną dawno temu z równie dawno zagubionego schematu. Kopia wyszła daleka od oryginału, bo - czy to przez inną grubość nici, czy rozmiar szydełka - absolutnie nie chciała przyjąć formy ośmiokątna. Musiałam więc zadowolić się wersją sześciokątną, ale przynajmniej jak oryginał trzymającą się płasko powierzchni.


*Dane dotyczące pochodzenia wzoru zamieściłam w poście pt.:Baby bonnet.