Alchemia rzeczy... Przemiany, przeróbki, przetwory i opowieści o czasie własnoręcznie zaklinanym
czwartek, 7 sierpnia 2014
Smocze jajo
Jajo "à la Faberge" powstało z zazdrości, która wezbrała we mnie po obejrzeniu naszyjników na blogu Nuty. W zachwyt wprawiło mnie to, że pokrycie powierzchni szkiełkami nastąpiło z pomocą szydełka, czyli nieobcą mi techniką koralikowego ukośnika, a nie metodą ręcznego szycia. Jednak nadal potrzebowałam odrobiny podpowiedzi, jak zmodyfikować sposób szydełkowania prostej bransoletki, aby osiągnąć pożądany owalny kształt. I tę podpowiedź znalazłam na blogu Katarzyny Żyburtowicz. Dzięki temu mogę zaprezentować to złoto-miodowe smocze jajo :)
poniedziałek, 28 lipca 2014
Czym nakarmić króliczka?
Marchewkami, oczywiście, króliczka można karmić, więc kiedy szyłam dżinsowego zajęczaka z rodziny zającowatych (według wzoru Lil Blue Boo) myślałam intensywnie skąd wziąć odpowiednie dla niego marchewki. Ponieważ to wcale nie było takie proste, dałam królikowi najpierw kawałek filcowej marchewki na przekąskę. I żeby, mimo głodu, mógł jednak "trzymać fason" dodałam ogonek. A potem mnie olśniło: marchewki faszerowane! "Wyhodowałam" i przyrządziłam szybciutko dwie odmiany: pomarańczowa sauté i złota ze spinkowym nadzieniem :)
Jak możecie się przekonać, królik w wersji najedzonej prezentuje się nader okazale, mimo niewielkiego wzrostu (24cm): nadrabia miną i rozpiętością uszu (16cm).





wtorek, 15 lipca 2014
Robótkowiec
To nie najnowsze już dzieło, to mój podręczny koszyk na "prace w toku". Zawsze jest ich kilka i dotychczas zajmowały przestrzeń mieszkalną w sposób niekontrolowany, na zasadzie: to tu, to tam... Teraz wiele z nich trzymam w tym koszyku o wymiarach 47x30x25cm. Kiedy go plotłam wydawał mi się ogromny, miałam wrażenie, że dałam się ponieść i tworzę coś ponad miarę potrzeb. Dzisiaj przyznaję, że przydałby się dwa razy większy, żeby pomieścić wszystkie moje robótki.


czwartek, 10 lipca 2014
Żółwik podręczny
Nowy gatunek: żółwik podręczny (o średnicy 24cm) to kolejne wcielenie szydełkowania recyklingowego, gdzie za materiał włókienniczy posłużyły mi stare - czasem dziurawe, czasem zmechacone - rajstopy. A w zasadzie tylko ich część, czyli nogawki, z których każdą tnę spiralnie na pasek. Paski związuję ze sobą i zwijam w cieniowany kłębek, by potem móc dziergać, dziergać, dziergać... Teraz zbieram włókno na kolejne stwory :)




niedziela, 6 lipca 2014
Kolory lata
Wychodzi na to, że recyklingowe szydełkowanie jest dla mnie zajęciem wiosenno-letnim. I nie wiem czy to dlatego, że kolory gromadzonych przeze mnie foliówek przywodzą na myśl wakacje, czy samo gromadzenie materiału, które trwało całą jesień i zimę, wymusiło dzierganie w tej cieplejszej połowie roku... Zbieranie "włókna" na torebki o wymiarach 26x24cm i 22x17cm jest akcją zdecydowanie dłuższą niż pójście do pasmanterii po zwykłą włóczkę i przecież nie o to chodzi. Ale może zbyt rzadko robię bazarowe zakupy?




poniedziałek, 30 czerwca 2014
Papierowa "porcelana"
Pulpa papierowa i możliwości jej wykorzystania intrygowały mnie od dość dawna. Od dłuższego czasu zbierałam więc papierowe wytłoczki po jajkach, aż ich ilość zaczęła przekraczać magazynowe możliwości mojej spiżarni. Na szczęście BluReco z bloga o wiklinie papierowej zamieściła na jego łamach instrukcję przygotowania pulpy i formowania z niej denka do koszyka. Uzbrojona w takie narzędzia i informacje przystąpiłam do działania: podarte wytłoczki namoczyłam, potem obgotowałam (w celu pozbycia się ewentualnej salmonelli), a po wystudzeniu rozdrobniłam blenderem. Odcisnęłam wszystko w "pupie" od rajstop* i do tej masy dodałam odrobinę kleju typu wikol. Tak przygotowanym materiałem wylepiłam wnętrza metalowych miseczek wyłożonych folią do żywności. Po dwóch dniach podsychania - pomagając sobie folią właśnie - wyjęłam pulpę z foremek, zdjęłam folię i odwróciłam spodami do góry, aby masa mogła podeschnąć też od tej strony i równomiernie się utwardzić. Kiedy po około tygodniu byłam pewna, że wszystko wyschło całkowicie, pomalowałam moje papierowe naczynka ściennymi farbami akrylowymi (resztki próbek kolorów), a następnie jedno z nich okleiłam serwetką. Potem wnętrze większej miseczki pokryłam złotą farbą akrylową i tym samym kolorem przetarłam lekko powierzchnię zewnętrzną mniejszej. Na koniec wszystko polakierowałam. Cały proces i możliwość wykorzystania tworzywa z recyklingu spodobały mi się tak bardzo, że nie będą to na pewno ostatnie rzeczy wykonane przeze mnie z tego materiału.





*Nogawki tnę na recyklingową "włóczkę".
środa, 25 czerwca 2014
Prawie jak "złote runo", czyli powrót blogerki marnotrawnej :)
Tak, że ten tego... Wróciłam.
Długo to trwało - prawie tak długo, jak wyprawa po mityczne złote runo. I tak samo jak Argonauci na owej wyprawie, czas miałam wypełniony po brzegi rękodzielniczymi przygodami: od warsztatów koronki klockowej po szycie sukienki na bal... A po drodze było jeszcze kilka prezentów urodzinowych. Ten złoty koszyk jest jednym z nich: wypleciony z programów telewizyjnych powstał z inspiracji pracą z rosyjskiego forum. Żeby wypróbować - inny niż wplatanie - sposób mocowania osnów do denka, rureczki wkleiłam między dwie warstwy oklejonej papierem tektury. A gotowy koszyczek pomalowałam farbą akrylową w kolorze starego mosiądzu i polakierowałam.


Subskrybuj:
Posty (Atom)



























